| STARE DROGI:
Niezależnie od konkretnej Starej Drogi w Rzeszowie , o której poniżej będzie mowa, istnieje jeszcze w ogóle problem starych dróg, występujących wszędzie i w ogromnej ilości, zwłaszcza na Podgórzu, na skutek schodzenia z wyższych na niższe partie terenu. Trzeba przyjąć, że jest to priorytetowy temat dla badaczy terenowych, i to pod różnymi względami. Stare drogi mogą naprowadzić na niesłychanie ciekawe zjawiska historyczne oraz wyjaśnić mnóstwo zagadek, które czasem wydają się być nie do rozwiązania .
W dawnych czasach decydujący wpływ na wytyczanie dróg miały warunki topograficzne . Wybierano trasy wiodące poprzez tereny na tyle wysokie, by nie utrudniając zbytnio pokonywania wyniosłości, miały dobry spad wody i stąd drogi były stosunkowo suche. Unikano terenów niskich, gdzie nie tylko wozy, ale i piesi mogli utonąć w bajorach czy topielach. Jeśli koniecznie trzeba było przebyć rzekę, budowano mosty, ale najczęściej stosowano łodzie czy promy. Nad takimi przeprawami przez rzeki wyrabiała się fachowa grupa przewoźników, często pozostawiając ślad w postaci nazwisk, które kiedyś niewątpliwie były przezwiskami.
Przy drogach - wówczas ważnych - chowano pod wyniosłymi mogiłami pomordowanych przez rabusiów lub poległych w walkach, aby przechodzący mogli się pomodlić za ich dusze.
Do Rzeszowa od południa, przeskoczywszy najpierw Karpaty (Beskid Niski) dwiema różnymi przełęczami, wbiegały dwie stare drogi . Zbliżywszy się do miasta, jedna z nich biegła na wschód , druga na zachód od Wisłoka. Czyli pierwsza od strony Tyczyna, druga zaś od Strzyżowa, względnie Czudca. Z Rzeszowa na północ wybiegały jednak jako jedna, ale tylko na krótkiej przestrzeni. Rozłączały się niejako u progu Staromieścia - wciąż używam ostatniej nazwy tej wsi - a dokładnie na terenie Ruskiej Wsi, już nie na dwie, ale trzy trasy. Jedna z nich, przebiegając całą wieś, mknęła w kierunku na Sandomierz, druga krawędzią brzegu jednego z koryt Wisłoka - na Lublin, i wreszcie trzecia, również krawędzią brzegu Wisłoka - na wschód, do Lwowa. Ich trasy determinowały warunki topograficzne. Dlatego miały liczne zakręty, łuki, meandry. Dopiero Austria, niewątpliwie ze względów strategicznych, na przełomie XVIII i XIX wieku wszystkie te szlaki wyprostowała.
Wracamy do Rzeszowa i wybiegamy z niego na północ ową połączoną drogą. Przechodziła przez Kłapkówkę, gdzie mieszczanie mieli ogrody, następnie przez Staromieście i schodząc na krawędź starego brzegu Wisłoka szła wąskim pasmem między Wisłokiem - później Wisłoczyskiem - a wałem grodu, tkwiącego w widłach Wisłoka i Przyrwy, by wreszcie, przeskakując dawne podgrodzie, dotrzeć do miejsca, gdzie się rozwidlała na trzy trasy. Właśnie ów odcinek połączonej drogi, od Rzeszowa do progów Staromieścia, nazywa się do dziś Starą Drogą .
Przy drogach od najdawniejszych czasów stawiano krzyże, figury , kaplice . Z różnych powodów. Jedne ze względów dewocyjnych, inne dla upamiętnienia jakiegoś wydarzenia lub w podzięce za szczęśliwe wyjście z niebezpiecznej sytuacji (wotywne). Stawiano je także na miejscu, gdzie pogrzebano człowieka "zmarłego nagłą śmiercią" (zabójstwo, nagły zgon, utopienie). Według obowiązujących tradycyjnych przepisów taki człowiek musiał być pogrzebany na miejscu śmierci . Z wieloma figurami i kaplicami - naturalnie murowanymi z cegły lub kamienia; drewniane dawno zniszczały, chociaż często pozostały mogiły - są związane podania, mówiące o takich wypadkach nagłej śmierci. Długo były nietykalne, z obawy przed zemstą zmarłego. Na podstawie tych podań można odtworzyć istne dramaty ludzkie; także wydarzenia historyczne. Zdarza się, że figura lub kaplica stoi tyłem do aktualnie używanej drogi. Czy takie dziwactwo budowałby ktoś od nowa? Wystarczy jednak tylko bliżej się przyglądnąć - nawet nie pytając miejscowych ludzi - aby dojść do przekonania, na podstawie wyraźnych śladów, że to miejsce dramatu czy nawet tragedii .
Starą Drogę, wybiegającą z Rzeszowa przez Kłapkówkę - najpierw zwaną ulicą Głogowską, a od 1910 roku Sandomierską - wpadającą na teren Ruskiej Wsi, w połowie XIX wieku przecięła linia kolejowa Kraków - Lwów. Dokładniej - przeprowadzono ją na terytorium Ruskiej Wsi, gdzie zbudowano też stację kolejowa - dziś Dworzec Główny - na której służbę porządkowa pełnili ruskowsiańscy policjanci gminni. Budowa szerokiej w tym miejscu trasy kolejowej musiała silnie "zamieszać" dawny porządek. Obraz zmian mogłyby dać tylko ówczesne mapy, ale tych należałoby szukać w Wiedniu. Tam, gdzie biegła droga, zbudowano dla pieszych ponad torami długą kładkę żelazną, którą zlikwidowano dopiero w Polsce Ludowej. Most drogowy dla furmanek zbudowano nieco dalej na wschód od kładki. Obecny most - wiadukt Tarnobrzeski - postawiony po drugiej wojnie na miejscu XIX - wiecznego .
Trasę kolejową od strony Ruskiej Wsi oddzielał mur ceglany , na szczycie zabezpieczony ostrymi kawałkami tłuczonych butelek, aby utrudnić "kojlorzom" - złodziejom węgla - kradzież tego paliwa, i to prosto z tendrów. Tuż za murem "połączona" droga biegła na północ -jej odcinek na terenie Ruskiej Wsi nazwano ulicą Sienkiewicza - ale bezpośrednio od niej odrywała się ulica - nazwano ją Ujejskiego - niewątpliwie zrobiona po zajęciu dużego terenu pod trasę kolejową. W miejscu rozdziału tych ulic, aż gdzieś do roku 1950 stała murowana figura, słupowa, kilkukondygnacyjna, a więc typu archaicznego. Czy stała już przed budową trasy kolejowej, czy ją postawiono dopiero po budowie, trudno powiedzieć.
Dalej na północ, przy owej "połączonej" drodze, czyli jeszcze przy ulicy Sienkiewicza, stała i stoi murowana figura pod parasolem okazałej lipy. Wygląda na koniec XIX wieku, a może nawet początek XX.
Pierwotnie, tuż za terenem dworskim, a dawniej zamkowym, ponad Przyrwą musiał być doskonały most. Tym bardziej, że przez niego był dojazd do wielkiego wodnego młyna, poruszanego wodą z Popiego Jeziora . Wodny młyn z kolei przebudowano na motorowy, likwidując równocześnie rozległy staw, a wreszcie budynek całkowicie zburzono - już po drugiej wojnie, po reformie rolnej, kiedy dwór w Staromieściu stał się własnością państwa.
Bliziutko za Przyrwą, właśnie przy Starej Drodze, na prawo, gdy się idzie do wsi i kościoła, stoi okazała, murowana z cegły figura - niewątpliwie XVIII-wieczna, a może i starsza. Dalej, niemal przed samy kościołem, ongiś przy dużym budynku - szpitalu założonym jeszcze przez Mikołaja Spytka Ligęzę - wznosi się najokazalsza, wręcz monumentalna figura, mająca wszystkie cechy budowli XVII-wiecznej. Około 1970 roku została niby zakonserwowana, a ściśle to sprymitywizowana: zamalowano malowidła na ścianach figury, dano nowsze figurki świętych. Bardzo szkoda!
Do roku mniej więcej 1960 stała rozległa, murowana karczma , z sienią zajezdną na całej długości budynku. Posiadała ogromną izbę gościnną, tak dużą, że po zlikwidowaniu karczmy urządzano w tej izbie przedstawienia - zamieniono ją na salę teatralną. Karczma była punktem węzłowym, od niej, niby od jądra, rozbiegały się drogi we wszystkie strony świata. |