TARGOWISKA:

 

Rzeszowskie źródła archiwalne często wymieniają Plac Solny , to znaczy taki teren, na którym można było sprzedawać i kupować wyłącznie sól. Znajdował się on poza obrębem miasta, przypuszczalnie dlatego, że przywożono ją na ogromnych wozach i po prostu nie było dla nich miejsca w samym, bardzo zapchanym, mieście.

Najstarszym placem w Rzeszowie, który do dziś zachował swoją nazwę, powszechnie używaną, jest najprawdopodobniej Plac Farny . Został wyodrębniony w czasie budowy kościoła, co miało miejsce jeszcze w drugiej połowie XIV wieku. Place koło kościołów spełniały w miastach ważną rolę . Przede wszystkim obok kościołów grzebano zmarłych. U nas było tak jeszcze pod koniec XVIII wieku, zanim władze austriackie po rozbiorach nie nakazały przeniesienia cmentarzy poza miasto. Jeszcze konfederatów barskich, poległych w bitwie z Moskalami na terenie wsi Po bitna, w liczbie ponad 40, pogrzebano koło kościoła farnego. Przypadkiem odkryto ich wspólną mogiłę przy kopaniu fundamentów pod dom Michała Gottmanna przy ul. Matejki, pod koniec dwudziestolecia międzywojennego. Wśród szczątków poległych znaleziono konfederacki ryngraf, który wciąż znajduje się w rodzinie Gottmannów. Już choćby to wskazuje, że plac Farny był kiedyś obszerniejszy niż dziś . Z całą pewnością obejmował część ulicy Matejki aż po ulicę Grunwaldzką, dom, który stoi za absydą kościoła, też został zbudowany na cmentarzu po jego likwidacji, czyli na placu Farnym.

Targowica w Rzeszowie , jeszcze daleko przed pierwszą wojną, a następnie w okresie międzywojennym i jakiś czas po wojnie, zajmowała duży plac na wschodnim krańcu miasta, niedaleko Wisłoka, między starym cmentarzem katolickim, ulicami Rzeźniczą i dra Wiktora Zbyszewskiego. Od strony Wisłoka oddzielały ją gazownia i elektrownia. Targowica była podzielona jakby na kwatery, przeznaczone dla poszczególnych rodzajów zwierząt: prosiąt, świń, koni i bydła. Największą działkę miały konie. Z tego względu, że jedną z prób, jakie stosowali kupujący, był bieg zwierzęcia. Dla tego celu był potrzebny duży plac. Z koniem biegł kupujący, ale popędzanie zwierzęcia należało do sprzedającego. Robił to raz krzykiem, to znowu śmignięciem bata, ewentualnie jeszcze inaczej. Ale było wiadomo, że w przeddzień jarmarku nieuczciwi handlarze - a czy był kiedykolwiek uczciwy? - smagali konie biczami lub w inny sposób tak je ćwiczyli, że jeszcze na drugi dzień, na targu, kiedy właściciel zastosował sposób uaktywnienia zwierzęcia, koń niemal szalał ze strachu. Kupujący bacznie na to uważali. Nie dawali się nabierać na takie sztuczki, chyba, że handlarze natrafili na niedoświadczonego gospodarza. Trzeba jeszcze dodać, że handlem końmi trudniło się wielu Żydów, też nie byle jakich znawców i cwaniaków. Byli wśród nich specjaliści najwyższej klasy.

Rynek Nowego Miasta , jak wiadomo, założonego w drugiej połowie XVII wieku jako miasto żydowskie , był obszerny. Właśnie na tym rynku odbywały się aż do XIX wieku targi zwierzęce. Bydło i świnie przywożono czy przyprowadzano z najbliższych wsi. Natomiast konie z bardzo daleka. Właśnie "na konie" targ trwał może i kilkanaście dni. Również kupcy przyjeżdżali z dalekich okolic. Konie musiały być przetrzymywane w jakichś pomieszczeniach, nawet dłuższy czas. Cennych zwierząt nie można było lokować byle gdzie, a to ze względu na złodziei. Tedy w samym mieście, dającym więcej pewności. Rynek był na tyle duży, że można było na nim konie przepędzać czy przejeżdżać.

Rynek Starego Miasta : część rynku, naprzeciw ratusza, gdzie obecnie sprzedaje się kwiaty, do roku 1943 była zabudowana, stała tu zwarta grupa kamienic. W związku z wielkim ruchem ciężkich pojazdów w latach 1939-1942 zawaliły się stare piwnice i poprzerywały ciągi wodociągowe i kanalizacyjne. Na skutek wymulenia wielkiej ilości ziemi, liczne kamienice porysowały się i trzeba je było wyburzyć. Całe ulice, jak Berka Joselewicza, kilka kamienic na południe od ratusza i cały kompleks na północ od niego.

Rzeszów przedwojenny
Rzeszów powojenny




Copyright 2005 by Wojtek Szymański